Gwardia Wrocław

Oficjalny serwis internetowy

shopping-bag 0
Produktów : 0
Kwota : 0.00
Koszyk Zamów/Zapłać

HISTORIA

Rok 1983, srebrny skład siatkarzy Gwardii Wrocław. Górny rząd od lewej: Władysław Pałaszewski, Tomasz Sobolski, Sławomir Skup, Tomasz Żmich, Lech Łasko, Krzysztof Olszewski, Tomasz Swędrowski, Maciej Jarosz, Zdzisław Ogrodowski. Kucają: Waldemar Zimny, Janusz Żytko, Bogusław Mielnikiewicz, Robert Daniszewski, Wojciech Baranowski. (fot. archiwum prywatne W. Pałaszewskiego)

Dla jednych relikt z minionej epoki, dla innych coś więcej, niż tylko wielosekcyjny klub. Niezależnie od punktu widzenia, to właśnie we Wrocławiu możemy mówić o niezwykłym na ogólnopolską skalę zjawisku. To tutaj, pomimo zmian ustrojowych oraz obecnego wyglądu zawodowego sportu, nadal funkcjonuje Klub Sportowy Gwardia. Klub, któremu w lipcu 2015 roku wybiło równo 70. lat od daty powstania.

Wychowanek „Tomek”

Dokładnie 6 maja 1945 roku po kilkumiesięcznym oblężeniu ostatecznie skapitulowały wojska niemieckie broniące słynnej „twierdzy Wrocław”, tzw. Festung Breslau. A zaledwie dwa miesiące później we Wrocławiu powstaje już klub sportowy, który jest bohaterem mojej opowieści. „Milicyjny K. S. (dzisiejsza Gwardia”) utworzony z inicjatywy pracowników II Komisariatu MO znajdującego się przy ul. Pomorskiej […] Jednym z założycieli „Gwardii” był natomiast ppor. Włodzimierz Berutowicz, późniejszy rektor Uniwersytetu, minister sprawiedliwości (1971-76) i pierwszy prezes Sądu Najwyższego (1976-1978) […]”.* A to dopiero początek… Pierwszym prezesem zostaje wybrany ppor. Zbigniew Chmielewski. Nie oszukujmy się jednak, rzeczywistość nie była zbyt różowa. „Brak sprzętu, zniszczone urządzenia i obiekty sportowe wymagały od działaczy i trenerów zdwojonej energii i hartu. W miarę postępującej odbudowy miasta warunki do uprawiania sportu poprawiały się. Utworzone w tym czasie w klubie sekcje miały charakter niezorganizowany i działały w sposób żywiołowy.” Takie relacje z „tamtych” czasów można znaleźć w jubileuszowym wydaniu książkowym z 1980 roku (autorami Czesław Stańkowski oraz Stanisław Machowski) z okazji 35-lecia klubu. Był to zresztą „złoty okres” dla Gwardii w której – dla ukazania potencjału i znaczenia – w 1963 roku sport wyczynowy uprawiało aż 853 śmiałków. A to była naprawdę spora liczba, jak na owe czasy. Do tego aż 22. zarejestrowane sekcje sportowe. Jakie dokładnie? Jako pierwsza powstała sekcja piłkarska (przełom 1945/46, której wychowankiem jest chociażby… Jan Tomaszewski!), a na przestrzeni lat pojawiły się w Gwardii takie sporty, jak: tenis stołowy i ziemny; hokej na lodzie; siatkówka kobiet i mężczyzn; koszykówka kobiet i mężczyzn; boks; kolarstwo; strzelectwo; lekkoatletyka; łyżwiarstwo szybkie; sekcja motorowa; pływanie; piłka wodna; gimnastyka; łyżwiarstwo; szermierka; podnoszenie ciężarów (przekazane w 1965/66 do Dolmelu); narciarstwo; judo; brydż sportowy. Dodatkowo należy dopisać tzw. sekcję krzewienia kultury fizycznej, do które należeli głównie pracownicy Milicji Obywatelskiej oraz Służby Bezpieczeństwa. Łącznie w granicach 4. tysięcy ludzi związanych z Gwardią. Gdzie tych ludzi pomieścić? Wówczas klub poza słynną halą przy ulicy Krupniczej (dawniej Nowotki) posiadał także m.in. boisko lekkoatletyczne na terenie Stadionu Olimpijskiego, czy też boisko piłkarskie przy ul. Kosmonautów. Także rozwiązań – jak widać – było kilka.

Od lewej: Ireneusz Kłos, Maciej Jarosz, Władysław Pałaszewski, Lech Łasko. (fot. archiwum prywatne W. Pałaszewskiego/Tadeusz Szwed (Gazeta Robotnicza)

Złota era siatkówki

Już w 1952 roku Gwardia doczekała się pierwszego swojego reprezentanta na Igrzyskach Olimpijskich. Szlak przetarł Dominik Sucheński, który wystąpił w roli olimpijczyka (sztafeta 4×100 metrów) w Helsinkach. Co do sukcesów olimpijskich, pierwsze to IO w Tokio (1964) i to od razu w postaci trzech medali. Srebro przywiózł wówczas bokser Artur Olech, natomiast dwa brązowe krążki były autorstwa Marii Śliwkowej (siatkówka) oraz Józefa Grzesiaka (również boks). A skoro jesteśmy przy tematach bokserskich, warto pamiętać, że pierwszym powojennym mistrzem Europy był bokser wrocławskiej Gwardii Janusz Kasperczak (w roku 1949) na ME w Oslo. Niestety, nieszczęście w szczęściu polega na tym, że cały dorobek w wydaniu gwardzistów oraz gwardzistek, bądź też wymienienie wszystkich tych, którzy na to zasługują – prawdopodobnie zajęłoby cały numer „Słowa Sportowego”. Wystarczy jednak zaledwie kilka „współczesnych nazwisk” do pobudzenia wyobraźni: Rafał Kubacki (judo, sekcja ta zdobywała zresztą Drużynowe Mistrzostwo Polski w roku 1976 i 1979); Wojciech Bartnik (boks, m.in. brąz IO w Barcelonie 1992); Adam Wójcik (wychowanek koszykarskiej sekcji GWR). I w końcu gwiazdy siatkarskie, które zapisały się złotymi zgłoskami na kartach historii tej dyscypliny. Siatkarzy takich, jak: Adam Piechura; bracia Śliwka; bracia Maliszewscy; Henryk Antczak; Stanisław Gościniak; Lech Łasko; Zbigniew i Maciej Jaroszowie; Ireneusz Kłos; Marek Ciaszkiewicz – wręcz nie wypada nie znać. Do tego dochodzą legendy wśród trenerów, chociażby ten siatkarski, Władysław Pałaszewski, pracujący w duecie z Janem Suchankiem. – Mało ludzi wie, że w 1948 i 1950 AZS Wrocław był Mistrzem Polski. Pierwsza reprezentacja Polski siatkarzy na MŚ 1949 w Pradze wyglądała tak, że było tam na dziesięciu – czterech z wrocławskiego AZS. Bracia Tadeusz i Witold Maliszewscy, Henryk Antczak i Adam Piechura. Potem było tak, że cały AZS przeszedł do Gwardii. I na bazie tego akademickiego klubu powstał silna gwardyjska drużyna, która była czołówką, zdobywając m.in. wicemistrzostwo Polski – ujawnia kulisy, jak rodziła się wielka siatkówka we Wrocławiu. Pałaszewski po okresie bycia czynnym siatkarzem, został trenerem i jak się później miało okazać, było to kolejny strzał w „dychę”. Trzy razy z rzędu (od 1980 do 1982) siatkarska Gwardia zgarniała złoto MP, a niektórzy twierdzą, że mogłaby i… przedłużyć serię do pięciu tytułów! O gwardyjskim zespole gwiazd wspomina rozgrywający tamtej drużyny, Ireneusz Kłos: – Faktycznie tak było. Choć przyznam, żałuję, że nie zdobyliśmy pięciu tytułów z rzędu. Trzy razy wygraliśmy mistrzostwo Polski, a w kolejnych dwóch latach kończyliśmy rozgrywki jako wicemistrzowie. Mieliśmy szansę zapisać się na kartach historii jak Kędzierzyn-Koźle czy Bełchatów. Trochę żałuję, bo dwukrotnie przegraliśmy mistrzostwo z Legią Warszawa, którą dwa razy z rzędu pokonaliśmy w finale – kwituje mający na swoim koncie 337. występów w reprezentacji Polski rozgrywający. Należy także pamiętać, że dzisiaj we Wrocławiu – z nadziejami na ogólnopolskie panowanie – dzielą i rządzą siatkarki Impela. Zespół, który wywodzi się z dawnej „Impel Gwadii”, czyli z gwardyjskiej sekcji kobiet. – Na początku trzeba przyznać, że żeńska Gwardia był silna. Dwie brązowe medalistki z Tokio tu grały. To była Maria Śliwka i Danuta Kordaczuk, później Wagnerowa. I one grały na Igrzyskach w szóstce. Marysia, która wyszła ze trenera, którego ja później zastąpiłem w Gwardii, była kapitanem zespołu w Tokio. Co ciekawe, ona uprawiała oprócz siatkówki także lekkoatletykę, np. pchała kulą – wspomina trener Pałaszewski. Przez żeńską sekcję siatkówki przewinęło się wiele znanych postaci, m.in. wspomniana Maria Śliwkowa, Elżbieta Ciaszkiewicz, Anna Barańska (dzisiaj Werblińska), czy Barbara Skowrońska. A wisienką na torcie niech będzie fakt, że przez wiele lat w drużynie Gwardii występowała… Wanda Rutkiewicz-Błaszkiewicz – światowej sławy alpinistka.

Jeden z pierwszych gwardyjskich zespołów prowadzony przez Władysława Pałaszewskiego (na zdjęciu w środku) (fot. archiwum W. Pałaszewskiego)

Zmiany w funkcjonowaniu klubu gwardyjskiego – nie tylko w wydaniu wrocławskim – jako można się łatwo domyślić, nastąpił pod koniec lat 80-tych. Ten ważny czas dla krajowej historii oraz m.in. dzisiejszego wyglądu Gwardii, dobrze pamiętał nieżyjący już niestety Stefan Fiedorow. Człowiek, który przyszedł do klubu w 1985 jako trener, później był m.in. prezesem, a odszedł na zasłużoną emeryturę po 29. latach funkcjonowania (w 2014 roku), jako dyrektor legendarnego klubu z Krupniczej. – Zmiany nadeszły gwałtownie, głównie po 1989 roku. Wtedy wielu trenerów będących tu na etatach policyjnych poodchodziło do jednostek. Dosłownie z dnia na dzień. Dzisiaj ten związek z policją wynika już tylko z tego, że jest to obiekt policyjny. Chociaż nie do końca, bo jest to obiekt Skarbu Państwa, czyli w gestii Wojewody. Ten przekazuje w zarząd Komendantowi Wojewódzkiemu i zwykle jest to zgoda na zarządzanie przez trzy lata. Na tej podstawie Komendant Wojewódzki spisuje z Klubem Sportowym „Gwardia” umowę użyczenia. Ale to jest obwarowane różnymi, dla Gwardii niezbyt korzystnymi zapisami. Na dobrą sprawę mamy tu ograniczone możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, z której przecież głównie czerpiemy korzyści do utrzymania czy to administracji, czy sportu – wyjaśnia Fiedorow. Do tego należy pamiętać, że obiekt przy Krupniczej (dawna tzw. Nowa Giełda, budynek zbudowany w latach 1864-67) wymaga odpowiednich inwestycji, które pochłaniają… znaczną część budżetu Gwardii. Mimo tego jednak remonty na terenie obiektu są przeprowadzane w miarę regularnie. – Generalnie tendencja jest taka, że następuje schyłek klubów wielosekcyjnych. To się obserwuje. Gwardie jako takie zniknęły z polskiej mapy. Nie masz już Gwardii Warszawa, nie ma takich potęg, jak Olimpia Poznań, czy Wybrzeże Gdańsk. Błękitni Kielce, Gwardia Łódź, Gwardia Zielona Góra z silną sekcją strzelecką. To były naprawdę kluby potęgi polskiego sportu. To wszystko zniknęło z mapy Polski. My zostaliśmy, jako jedyny – można powiedzieć – relikt z przeszłości, gdzie ten sport jeszcze jest. I to klub wielosekcyjny, który nadal funkcjonuje. Naprawdę to nasz ogromny wysiłek, że to się udało utrzymać do dzisiaj. Jaka będzie przyszłość, to już nie mnie oceniać – kwituje wieloletni dyrektor wrocławskiego klubu. Już sam fakt, że tegoroczne 70-lecie nie było hucznie świętowane na terenie Wrocławia, daje do myślenia. Dzisiaj Gwardia wydaje się być przede wszystkim młodzieżową perełką, chociażby siatkarsko. Można by bowiem spokojnie zebrać spośród podopiecznych np. trenera młodzieżowych sekcji Piotra Lebiody… solidną „szóstkę” prosto z parkietów PlusLigi. A czy do samej Gwardii wrócą czasy świetności? Bez mającego spory kapitał, a przede wszystkim – rozsądny pomysł na klub – inwestora, jest to ciężkie do wyobrażenia. Czy to by się opłacało? Odpowiedzi wystarczy poszukać w historii, która jest fundamentem i powinna być także argumentem. Reszta w głowach przedsiębiorców, których akurat we Wrocławiu – nie powinno brakować.

Tekst pochodzi z tygodnika „Słowo Sportowe”, artykuł autorstwa Macieja Piaseckiego z 7 grudnia 2015 roku, opublikowany p.t. „Legenda ciągle żywa”.