Gwardia Wrocław

Oficjalny serwis internetowy

„Ostatnia prosta” trwa

To nie było pasjonujące widowisko. Gwardia Wrocław przegrała pierwsze stracie z Norwidem Częstochowa 2:3. Wola walki pozwoliła gospodarzom na doprowadzenie do tie-breaka. Ale ostatecznie, to goście wyjechali z Wrocławia z sukcesem. I prowadzeniem w serii.

Pierwsze starcie z Norwidem Częstochowa nie należało do najbardziej emocjonujących. Oba zespoły wyraźnie odczuły porażkę w I rundzie fazy play-off. Głowa inaczej działa, przez co liczba własnych błędów i frustracji boiskowej, zwiększały się z punktu na punkt. Fakt faktem, sezon nie dobiegł jeszcze końca. Przynajmniej w teorii. Dlatego kibiców nie zabrakło, a w „szarpanym” graniu, nie brakowało też ciekawych, siatkarskich wymian.

Ta faza rozgrywek – o miejsca 5-8 – charakteryzuje się swoimi prawami. Nie jest łatwo utrzymać taki poziom emocji, jak wtedy, gdy walczyliśmy o pierwszą czwórkę. Teraz staramy się o jak najwyższe miejsce w tabeli, jednak trudno już wrócić do takiej samej motywacji, jak wcześniej – mówi Leszek Mazur, trener Gwardii Wrocław.

To Gwardziści lepiej zaczęli mecz. Mocna, twarda zagrywka i skuteczna gra na skrzydłach. Kolejny udany mecz po kontuzji zaliczył Kamil Maruszczyk (22 punkty, najlepiej punktujący spotkania), który sprawił rywalom spore problemy w przyjęciu (3 asy serwisowe), a w ataku często był nie do zatrzymania (45% przy 33 atakach). W trudnych momentach nie zwalniał ręki, co z pewnością pomogło w odbudowaniu pewności siebie. Maruszczyk wspierany Łukaszem Lubaczewski w przyjęciu, stworzyli zgrany duet. Lubaczewski pojawił się nieco później na boisku, zmieniając kapitana Macieja Naliwajko.

Spore problemy od początku miał za to Michał Superlak. Po słabym meczu ze Stalą Nysa nie zdołał wrócić na dobre tory. Atakował ze skutecznością 37%, często nabijając się na blok częstochowian, który nieźle funkcjonował. Po pierwszym secie Superlaka zmienił Mateusz Śnieżek, który dał dobrą zmianę, wprowadzając dużo świeżości do gry GWR. A to też pomogło Superlakowi, który z czasem wrócił do gry, trochę poprawiając swoje liczby.

Mateusz bardzo dobrze się prezentował na ostatnich treningach. Stąd dość szybka decyzja o zmianie Michała, który w tym meczu miał kilka trudnych momentów. Wszedł Mateusz i dobrze sobie radził. Potem w końcówce znów pojawił się Michał, już w dużo lepszej dyspozycji – dodaje trener Mazur.

Coś, co na przestrzeni całego spotkania funkcjonowało bez zarzutów to zdecydowanie środek siatki. Arkadiusz Olczyk wraz z Błażejem Szymeczko świetnie się uzupełniali. Olczyk brylował w bloku, za to ataki Szymeczko były nie do zatrzymania. Nawet przy gorszym przyjęciu Jakub Nowosielski dobrze współpracował z tą dwójką, która razem zdobyła 20 punktów, co może napawać optymizmem na kolejny mecz.

Szkoda, że mimo dobrej dyspozycji nie udało się wygrać tego meczu. Kuba często z kiepskiego przyjęcia świetnie mi rozgrywał. Bardzo dobrze nam się współpracuje. Ten mecz z pewnością nie należał do udanych. Nie tylko ze względu na wynik, ale głównie dlatego, że oba zespoły popełniły sporą liczbę błędów. Z jeden strony walka o medale już jest poza nami, ale nie możemy tak do tego podchodzić. Sezon się jeszcze nie skończył, trenujemy do końca maja i wciąż chcemy zająć jak najwyższe miejsce w tabeli. Momentami brakuje koncentracji, ale to żadna wymówka. Trzeba się zmobilizować. To ostatnia prosta – mówi Błażej Szymeczko. 

W drużynie rywali sporo krwi gospodarzom napsuli Krzysztof Modzelewski i Arkadiusz Żakieta. Zarówno przyjmujący, jak i atakujący, byli bardzo skuteczni. Gwardziści w ciągu pięciu setów nie zdołali znaleźć na nich dobrego rozwiązania. Choć po znacząco wygranym czwartym secie doprowadzili do tie-breaka, to tam „kropkę nad i” postawili częstochowianie, wygrywając 15:12, a cały mecz 3:2.

Mecz był bardzo szarpany. Raz jedni grali lepiej w kilku elementach, raz drudzy. W tym ostatnim secie rywal zdobył trzy punkty przewagi i dzięki temu wygrał mecz. Zadecydowała jedna seria, a to najlepiej obrazuje, jak to wyglądało – podsumowuje trener Mazur.

Stan rywalizacji w II rundzie play-off po pierwszym meczu, to 1:0 dla Norwida. Rywalizacja toczy się do dwóch zwycięstw. Od wyniku następnego meczu, który zostanie rozegrany wyjątkowo w czwartek – 28 marca, będzie zależeć – z kim GWR zmierzy się w ostatnich meczach tego sezonu. Być może Gwardziści zdołają przeciągnąć rywalizację z Norwidem do piątku. A na koniec, walka o miejsce 5 bądź 7.

KS GWARDIA WROCŁAW – EXACT SYSTEMS NORWID CZĘSTOCHOWA 2:3 (20, -19, -22, 18, -12)
Gwardia: Szymeczko (12), Naliwajko (5), Nowosielski (2), Maruszczyk (22), Olczyk (8), Superlak (13), Dzikowicz (libero) oraz Lubaczewski (10), Sternik, Kaźmierczak, Śnieżek (3). 
Norwid: 
Usowicz, Schamlewski (15), Żakieta (17), Zrajkowski (3), Modzelewski (19), Łapszyński (2), Dembiec (libero) oraz Rajsner (9), Piotrowski (1), Kogut (3).

MVP spotkania: Krzysztof Modzelewski.