Gwardia Wrocław

Oficjalny serwis internetowy

Walka godna telewizyjnej oprawy

Nowe miejsce do grania i telewizyjna rzeczywistość nie pomogły w przełamaniu passy rozpoczętej meczem w Siedlcach. Gwardziści po walce – przegrali z obecnym liderem ligowej tabeli – KS Lechią Tomaszów Mazowiecki 1:3. W tym tygodniu mają jeszcze jedną szansę na rehabilitację, bo w sobotę kolejne stracie, z STS Olimpią Sulęcin.

Spotkanie z drużyną z Tomaszowa Mazowieckiego, mimo że na własnym terenie, to nie można go nazwać domowym. Hala przy Krupniczej musiała zostać zastąpiona nowym obiektem – Halą Sportową Uniwersytetu Medycznego. Gwardziści od początku tygodnia zapoznawali się z nową ligową rzeczywistością, jednak z pewnością brakowało im unikatowego klimatu historycznej sali.

Mecz od początku był twardym, męskim graniem. Zespół gości dysponował dobrym przyjęciem, co przekładało się na efektywną grę w ofensywie. Zdecydowanie najważniejszą postacią drużyny z Tomaszowa Mazowieckiego był Wiktor Musiał. Atakujący wyróżniał się w ofensywie na przestrzeni całego spotkania. W ataku zdobył ponad 20 punktów, dodając do tego dwa asy serwisowe. Cichym bohaterem tego starcia był Paweł Rusin, który ratował ekipę gości w trudnych momentach, kończąc akcję z naprawdę trudnych piłek. Jego sprytne kiwki tuż za gwardyjski blok, kilka razy mocno wybiły wrocławian z dobrego rytmu.

W pierwszych dwóch setach nie potrafiliśmy zagrywką odrzucić zespołu z Tomaszowa od siatki, przez co trudniej nam się grało w bloku i asekuracji. Gdy tylko udało się zatrzymać ataki Rusina, nasza gra wyglądała o wiele lepiej. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to będzie klucz do zwycięstwa w tym meczu. Dużym aspektem naszej dyspozycji była nowa hala. Zdecydowanie mniej miejsca w polu serwisowym mocno się przełożyło na naszą grę w tym elemencie – mówi Michał Superlak, atakujący Gwardii Wrocław.

Pierwsze dwa sety po zaciętych końcówkach wygrała ekipa gości. W wyjściowym składzie zabrakło wciąż leczącego kontuzję kolana Kamila Maruszczyka. Gdy jednak w trzecim secie wrocławski lider pojawił się na boisku, gra Gwardii znacząco ulegał zmianie. To wtedy nastąpiło oczekiwane przełamanie. Środek siatki także zaczął lepiej funkcjonować, a wszystko za sprawą duetu środkowych Arkadiusz Olczyka i Błażeja Szymeczko. Dodatkowo Gwardziści lepiej radzili sobie w polu serwisowym, w całym meczu zdobywając aż siedem asów. Na przestrzeni całego meczu w ataku dobrze radził sobie kapitan – Maciej Naliwajko. To on w trudnych momentach napędzał zespół do gry. Warto też podkreślić, że w bloku gospodarze wygrali 11 do 3 (z czego aż pięć bloków Olczyka!). Ale nie ta wyliczanka była tego dnia najważniejsza.

Kamil nadal nie jest w pełni sił. Na razie nie chcemy go niepotrzebnie obciążać, bo do końca sezonu zostało sporo meczów. Chcemy, żeby wrócił do optymalnej dyspozycji, dopiero wtedy będzie mógł grać na miarę swoich oczekiwań. Zdrowie jest najważniejsze. Ten trzeci set był obrazem bardzo dobrej gry z naszej strony. Potem zabrakło trochę szczęścia i odrobiny koncentracji, żeby doprowadzić do tie-breaka – przyznaje Piotr Lebioda, trener Gwardii Wrocław.

W czwartym secie wszystko było na dobrej drodze, żeby powalczyć w tie-breaku o przełamanie i zwycięstwo 3:2. Końcówka czwartej partii przy stanie 21:20 i zamierzający na zagrywkę Bartłomiej Neroj skutecznie pokrzyżowały jednak plany GWR na odwrócenie losów tego spotkania. Seria czterech asów serwisowych, w tym dwóch idealnych w pierwszą strefę boiska, dodatkowo zatrzymany  Maruszczyk na skrzydle, zakończyły mecz.

W czwartym secie mogliśmy wygrać, ale chyba większość z nas była już myślami w tie breaku i przez to nie zdołaliśmy dobrze dokończyć tej partii. Porównując ten mecz do spotkania z Siedlcami, tu na pewno nie zabrakło walki, tam trochę się poddaliśmy i nie walczyliśmy. Tym razem zostawiliśmy serca na boisku, rywal po prostu był mocniejszy – podsumowuje Superlak.

Po meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki Gwardziści znajdują się siódmym miejscu w ligowej tabeli. Już w sobotę udadzą się na kolejne spotkanie. Tym razem podejmie ich STS Olimpia Sulęcin. Mecz, przyznajmy otwarcie, bardzo ważny.


KS GWARDIA WROCŁAW – KS LECHIA TOMASZÓW MAZOWIECKI 1:3 (-20, -21, 20, -21)
Gwardia: Szymeczko (2), Lubaczewski (11), Naliwajko (14), Nowosielski (1), Olczyk (13), Superlak (19), Dzikowicz (libero) oraz Sternik, Maruszczyk (8), Kaźmierczak (1), Śnieżek. 
Lechia: Musiał (20), Neroj (8), Błoński (12), Rusin (11), Toma (9), Janus (6), Mihułka (libero) oraz Pigłowski (2), Sobolewski, Gutkowski.

MVP spotkania: Bartłomiej Neroj.