Gwardia Wrocław

Oficjalny serwis internetowy

shopping-bag 0
Produktów : 0
Kwota : 0.00
Koszyk Zamów/Zapłać

Łukasz Sternik - rozgrywający Gwardii Wrocław o rundzie zasadniczej - choć nie tylko...

Wrocław wpadł mi w oko

Jeden z tych, którzy w obecnym sezonie zrobili największy postęp w swojej grze. „Bosman” jak jest nazywany w drużynie pochodzi z Ełku, we Wrocławiu spędza już drugi rok. I z chęcią spędziłby kolejne, łącząc życie prywatne z grą dla Gwardii. Łukasz Sternik ma jednak też swoje ambicje, które z pewnością sięgają poza ósmą pozycję po rundzie zasadniczej.

1

Prosto z naszej sesji zdjęciowej – cały „Steru”

To twój drugi sezon w Gwardii Wrocław. W poprzednim podejściu skończyło się na 8. miejscu w lidze, wtedy na finiszu „małymi punktami” przegraliśmy dwumecz z STS Olimpią Sulęcin. Teraz też – tylko po rundzie zasadniczej – jest ósma pozycja. Porównałbyś te dwa lata, co było lepsze, co gorsze?
ŁUKASZ STERNIK:
– Na pewno lepsze jest to, że jest play-off w systemie 1-8, 2-7, itd., bo dzięki temu jest więcej grania. A jeśli chodzi o całość, myślę, że na początku słabo to wszystko wyszło w tym sezonie. Miało być paru innych chłopaków w drużynie, ostatecznie skład udało się sklecić taki, jaki jest. Choć wiadomo, nie ma też co narzekać. Później doszły kontuzje i ostatecznie na całe szczęście weszliśmy do tej ósemki. Teraz odpalamy ostro (śmiech). Mam nadzieję, że będzie fajnie. W kwestii drużyny i porównania tamtego do tego sezonu, bardziej podoba mi się to, jak sytuacja wygląda obecnie. Przede wszystkim też przez to, że gram regularnie. A nie siedzę w kwadracie i nie mam żadnych szans na granie. Kiedyś już pamiętam, że rozmawialiśmy i mówiłem ci – że już wtedy mógłbym.

Zastanawiam się zatem, co spowodowało, że zostałeś we Wrocławiu? Trener Piotr Lebioda przyznał przed sezonem, że chce na ciebie postawić w roli tego pierwszego rozgrywającego. To miało decydujący wpływ?
– Przede wszystkim przyszedłem tutaj przez to, że moja dziewczyna tu studiuje. W sensie do Wrocławia.

No to mamy jasność w tym względzie, fanki nie będą ucieszone…
– (śmiech) Co zrobić. Po okresie juniorskim jeździłem po różnych klubach. Byłem w Augustowie, też do Białegostoku się wybrałem. Wyszło jednak z Wrocławiem. Tutaj dodatkowo jest uczelnia, która też jest istotnym czynnikiem. Doszedłem do wniosku, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Wracając jednak do tej kwestii z trenerem Lebiodą, powiem szczerze, że do samego końca nie wiedziałem, jak to będzie. Śmiałem się, bo byłem na każdym treningu przed sezonem, na każdych testach i sprawdzianach, ale trener nie patrzył na mnie zbyt przychylnie. Na całe moje szczęście nie przyjechał jednak nikt, kto byłby ode mnie lepszy. Tak mówiąc półżartem, półserio. Sam jeździłem też na testy, byłem w Bielawie, w Oławie. Właściwie sprawa była dogadana w innym miejscu niż Gwardia. Była też opcja, żeby jechać na Śląsk, dzwonili też z Białegostoku. W końcu jednak zostałem we Wrocławiu.

A gdzie byłeś już dogadany?
– W Bielawie właściwie było już „po słowie”. Miałem jeszcze podesłać jakieś filmiki ze swojego grania, przyznam, za dużo tego nie było (śmiech). Czekałem jednak do samego końca, był jeszcze trening z trenerem Lebiodą. Wziął mnie na rozmowę, byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. I powiedział, że chce, żebym faktycznie był pierwszym rozgrywającym. Przyznam, bardzo mnie to wówczas zaskoczyło. To było pod koniec maja.

Podejrzewam, że jak już trener Lebioda coś takiego mówi – to później wycisk na treningach dostawałeś podwójny.
– Paradoksalnie nie cisnął mnie aż tak bardzo, choć często mówił, że tak właśnie będzie (śmiech). Chociaż chodziłem na dodatkowe treningi, to akurat prawda. Nie było jednak tak strasznie, że nie mogłem dać sobie rady. W sumie trener robił to co powinien robić, jak dla mnie zaliczyłem duży progres, nieskromnie rzecz ujmując. Czuję, że trener i ja wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

Zdefiniujesz co dokładnie się poprawiło? Technika?
– Technicznie na pewno jest lepiej, to jeden z elementów. Dodatkowo fakt, że gram – to daje mi pewność siebie.

Mówiłeś o tym nieszczęsnym początku sezonu. Porównując pierwszą i drugą rundę w wykonaniu Gwardii, to właściwie jest przepaść.
– Każdego to boli. Nie czarujmy się, dużo w naszym zespole jest młodych siatkarzy, tutaj potrzeba doświadczenia. Z czasem się to zmieniało. Dla przykładu taki „Sebix” (Sebastian Kaczmarek dop. autor), który trzymał nasze przyjęcie. Chłopaki złapali doświadczenie na hali i to zaczyna procentować. Sądzę, że głębokie zmiany w zespole przed kolejnym sezonem nie byłby dobrym rozwiązaniem. Rzecz jasna, nie zależy to ode mnie i trudno też do końca to oceniać, jak będzie. Za dużo czynników o tym decyduje. Kogoś nowego sprowadzić na pewno trzeba. Ale też bez przesady. Ta drużyna się na przestrzeni tego sezonu dotarła. A co do początku sezonu, trochę się nie dziwię, że przegrywaliśmy. Trener się ze mnie śmieje, że jak coś źle odbijam, to mamy do czynienia ze „Sterem z września”. Na szczęście to się zmieniło. Ja poczułem pewność i mam nadzieję, że tym samym chłopaki też, że to będą dokładnie dograne piłki – a nie każda inna. A tak było na początku tego sezonu. Sam wiem, że było do d… Rzecz jasna, jest jeszcze sporo do poprawienia – jak u każdego – ale z każdym meczem i treningiem jest coraz lepiej.

Które spotkanie oceniłbyś za przełomowe, po którym faktycznie Gwardia złapała odpowiedni rytm? Rzecz jasna, wyłączając z tego wizytę w Bolesławcu…
– Myślę, że weszliśmy na odpowiednie tory od meczu z Głogowem. Wtedy na Krupniczą przyjechał lider, myśmy się jednak mocno postawili. Skończyło się na 1:3 ale to spotkanie pokazało, że mamy naprawdę spory potencjał. Potem był ten Żagań i 2:3, choć mogliśmy ten mecz wygrać. Czułem jednak, że coś z tego może być i wjedziemy do tej ósemki.

2

Migawka z przełomowego – zdaniem „Bosmana” – meczu z SPS Chrobrym Głogów

Dodam tylko, że w drugiej rundzie Gwardia zdobyła 16 punktów, w pierwszej tylko 5.
– Każdy z nas dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego w play-off chcemy pokazać się z dobrej strony, choć wiadomo, Nowa Sól to zwycięzca naszej grupy. Ogólnie chciałbym, żeby ktoś od nas awansował do I ligi. Przetarł szlaki, to byłoby dobre. I nie mówię tutaj, że musi to być akurat Nowa Sól, bo tym samym przed meczem stawiałbym na naszą porażkę. Ale ktoś z naszej grupy powinien się przebić wyżej.

Którego wyniku z drugiej rundy najbardziej żałujesz?
– Tego w Bielawie, to jasne. Szczerze powiedziawszy, to ja dałem ciała. W sumie środkowy rywala stał już przy prawym skrzydle, a ja nie czułem pewności wystawy na lewe skrzydło, gdzie był Seba. A pluję sobie w brodę, bo myślę, że spokojnie dałby sobie radę. „Sebix” jest taki, że im gorzej idzie, tym on lepiej gra.

Sebastian wypomina tamtą sytuację?
– To jest akurat taki człowiek, który nie wypomina, całe szczęście. Ale wystarczy, że ja sobie tamtą końcówkę wypominam. Straciliśmy 10 punktów z rzędu i przegraliśmy wygrany mecz.

Kiedy kontuzjowany był kapitan drużyny Stanisław Szymankiewicz, często to ty przejmowałeś jego kapitańskie obowiązki. Jakie to uczucie, 10 cm więcej w barkach?
– Może nie to, że rosłem aż tak. Chociaż przyznam, że czułem się dobrze w tej roli. Myślę, że jest to odpowiednia pozycja dla mnie. Jasne, podczas meczu nie podejmowałem sam decyzji, starałem się skontaktować z chłopakami, ale było też dobre to, że mogłem podejść do sędziów. I powiedzieć co myślę o danej sytuacji, nie zawsze w grzecznej formie.

Wcześniej miałeś okazję pełnić taką funkcję?
– W Częstochowie w III klasie była podobna sytuacja, też zastąpiłem kapitana, który nie mógł akurat grać. Wtedy zostałem do końca sezonu na tej pozycji. Chociaż inna sprawa, że w tamtym czasie byłem jeszcze grzecznym dzieckiem.

3

Od początku sezonu kapitanem jest Stanisław Szymankiewicz. W kilku spotkaniach zastępował go jednak Sternik

Pochodzisz z Ełku, który od Wrocławia oddalony jest więcej niż daleko. Tęsknisz za domem i znajomymi?
– Dziesięć godzin podróżowania lekko. Powiem tak, dużo dał mi wyjazd do Częstochowy. Teraz jest już łatwiej dzięki temu. Często zdarza się jednak, że cholernie chce mi się jechać do domu. A nie mogę, weekendy mamy pracująco-grające. Jak już jadę do domu to jestem tak odzwyczajony od bycia tam, że siedzę tam tydzień i mam dość. Mama nade mną skacze, nie dziwię się jednak, cieszy się z mojego przyjazdu. Stara się poświęcić uwagę, choć nie tylko na mnie – siostra i brat też są w rozjeździe. Padają hasła: Synku, co ci ugotować na obiad, itd. To jest fajne, ale na krótko. Wolałbym jeździć częściej a na krócej, niż rzadziej a na dłużej.

Twoja mama to swoją drogą jedna z naszych najaktywniejszych postaci na FP na Facebooku. Widać, że lubi siatkówkę i śledzi, jak sobie radzisz.
– Moja mama bardzo się cieszy, że jest ta relacja wideo na Facebooku. Ogląda, pisze do mnie esemesy po meczu, dzwoni. Ja to lubię choć przyznam szczerze, że któregoś razu ją trochę ochrzaniłem. Udostępniła jakiś post z naszego FP i napisała: Mój kochany synek, coś tam, coś tam. O, już pamiętam, to było wtedy, jak dostałem statuetkę najlepszego zawodnika. Poszedł telefon z mojej strony: Mamo, no trochę za dużo (śmiech). Od tamtej pory trochę złagodniała z aktywnością na FB, choć fakt, dalej lajkuje wszystko i to jest super. Dzięki za to wsparcie! Myślę, że sam też bym to robił.

Chciałbyś dalej grać we Wrocławiu, myślisz o tym?
– Póki co myślimy o play-off, każdy z chłopaków. Choć jak mnie pytasz, tak, chciałbym. Przywiązałem się do tego miasta, do klubu. Jakoś nie widzę siebie gdzie indziej niż tu. To może być trochę mankament, jestem jeszcze młody, powinienem zwiedzać świata. Póki co jednak robię studia, chce to skończyć i dopiero wtedy ruszyć w świat.

A co studiujesz?
– Sport na Akademii Wychowania Fizycznego. W zeszłym roku rzuciłem Ekonomię na Uniwersytecie Przyrodniczym. Mocno mi to nie pasowało. Chociaż teraz żałuję, byłbym przynajmniej na tym drugim roku. Może byłoby trochę luźniej? Choć z drugiej strony dłużej pozostanę dzięki temu we Wrocławiu. Trener przed sezonem mnie pytał, co mnie tutaj trzyma w mieście. Powiedziałem, że dziewczyna i studia. Trener zapytał na którym jestem roku. Mówię, że na pierwszym – bo zacząłem od nowa. Skwitował to tym, że zatem kolejne pięć lat grania we Wrocławiu przede mną. Ja uśmiechnąłem się pod nosem, kto wie.

Na koniec z przymrużeniem oka zapytam o pewien konflikt terminów. Mianowicie dzień przed sobotnim meczem z Nową Solą masz urodziny. Liczę na jasną deklarację, że świętowanie przerzucone będzie na inny termin niż 3 marca.
– To jest ważny mecz – także spokojnie. Przeniesiemy świętowanie na sobotę po meczu. Wtedy będzie okazja, taką mam nadzieję, więcej niż jedna. Dodatkowo Łukasz Tobys ma niedaleko urodziny, jeszcze Jarek Tęsiorowski też ma 1 marca.

Kibice z pewnością dopiszą na meczu w sobotę.
– Często zastanawiałem się, po co kibice tutaj przychodzili, jak myśmy tak przegrywali od początku ligi. Pamiętam jak rozmawiałem ze znajomym, dlaczego przychodzi na mecze Gwardii? On mi powiedział, że nie lubi oglądać siatkówki, ale to jak my tworzymy drużynę, jak się zachowujemy, to go przyciąga i ściąga też innych jego znajomych. Mam nadzieję, że kibice lubią nas i pojawią się licznie na sobotnim meczu z Nową Solą. Rzecz jasna dzięki za dotychczasowe wsparcie, nadal potrzebujemy waszego dopingu, liczymy na was!

Rozmawiał
MACIEJ PIASECKI