AKTUALNOŚCI

Punkt z trudnego terenu

BBTS Bielsko-Biała to mocny zespół. My się o tym przekonaliśmy już dwukrotnie. W pierwszej rundzie ponieśliśmy porażkę po tie-breaku. Podobnie było w drugim. Znów doprowadziliśmy do piątego seta, ale przegraliśmy 2:3 (25:19, 19:25, 18:25, 25:11, 12:15).

Podkreślaliśmy już przed meczem, że pomimo niewątpliwej klasy sportowej BBTS-u Bielsko-Biała jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę. Jak pokazał przebieg meczu, było naprawdę blisko.

Początek z wysokiego C

Pierwszy punkt w meczu zdobył Krzysztof Gibek. Nasz przyjmujący przez pierwsze dwie partie był wyróżniającą się postacią na boisku. M.in. dzięki niemu wyszliśmy na prowadzenie 6:2. Gospodarze zdołali jeszcze odrobić większość strat, ale kolejne akcje pokazywały naszą dominację. W końcówce jeszcze zwiększyliśmy tempo i ostatecznie pierwszego seta wygraliśmy 25:19.

Miejscowi odpowiedzieli nam tym samym w drugiej partii. Początek odsłony nie zwiastował jednak problemów. Zaczęło się od wyniku oscylującego wokół remisu, ale dość szybko wyszliśmy na kilkupunktowe prowadzenie (11:8). To był moment przełomowy, bo BBTS odrobił straty i zaczął nad nami dominować. My mieliśmy problemy ze skończeniem ataków, nie najlepiej sprawdzaliśmy się też w polu serwisowym. Drugiego seta przegraliśmy 19:25.

Szaleństwa na parkiecie

Trzecią część spotkania znów rozpoczęliśmy bardzo solidnie. 3:0 po kilku minutach, a trener miejscowych Harry Brokking musiał poprosić o czas dla swoich podopiecznych. To przyniosło pożądane efekty, bo bielszczanie zaczęli grać lepiej. My natomiast prezentowaliśmy się podobnie jak w drugiej odsłonie. Znów nie kończyliśmy kolejnych ataków, a Jakub Nowosielski nie mógł zgubić bloku rozpędzonych gospodarzy. Trener Krzysztof Janczak szukał ratunku w zmianach, ale na niewiele się one zdały. Nawet wejście Łukasza Lubaczewskiego nie pozwoliło nam odrobić strat. Choć Jezus dwoił się i troił, przegraliśmy trzeciego seta 18:25.

W czwartej partii graliśmy z nożem na gardle. Zaczęliśmy ten mecz tak dobrze, a wisiało nad nami widmo powrotu do domu nawet bez punktu. Nie mogliśmy na to pozwolić. Trener Janczak zmotywował swoich podopiecznych w przerwie między setami, bo na parkiet wyszła odmieniona drużyna. Znów zaczęliśmy od prowadzenia 3:0, ale tym razem nie oddaliśmy przewagi do końca. Z każdą akcją to miejscowym powiększała się strata. Gdy było 15:8, czuliśmy już, że czeka nas tego wieczoru tie-break. Czwartego seta wygraliśmy 25:11.

Tie-break, czyli punkt, ale też zawód

Wydawało się, że jesteśmy w stanie zrewanżować się BBTS-owi tym samym, co oni zrobili nam w Hali Orbita. Wtedy też gospodarze prowadzili 2:1, ale ostatecznie goście wygrali 3:2. My chcieliśmy tego samego. Niestety w piątej odsłonie czegoś zabrakło. Cokolwiek to było: siła, motywacja, czy po prostu lepsza gra przeciwnika, nie ma większego znaczenia. Siatkarze z Bielska-Białej zaczęli od prowadzenia, którego nie oddali do końca. W pewnym momencie przegrywaliśmy już 4:9. Goniliśmy wynik, a nawet w ostatniej akcji Peetu Makinen miał piłkę na ręce, ale nie skończył ataku, a gospodarze zdołali zdobyć punkt i wygrali 15:12.

Przed meczem pisaliśmy, że jedziemy po niespodziankę, bo niewątpliwym faworytem starcia był BBTS Bielsko-Biała. Gdyby ktoś nam zaproponował przed rozpoczęciem pojedynku 1 punkt, pewnie byśmy go przyjęli z otwartymi dłońmi. Po meczu pozostał jednak niedosyt, bo wydawało się, że bielszczanie są do pokonania. Ostatecznie wywozimy z Bielska-Białej oczko i mamy nadzieję, że w końcowej klasyfikacji to właśnie ono zapewni nam wyższą lokatę przed play-offami.

Przed nami jeszcze 3 mecze, w których powalczymy o pełną pulę. Play-offy już blisko, a my chcemy zająć przed nimi miejsce w czołówce KRISPOL 1. Ligi.

BBTS Bielsko-Biała – KFC Gwardia Wrocław 3:2 (19:25, 25:19, 25:18, 11:25, 15:12)
MVP: Jarosław Macionczyk
BBTS: Hunek 16, Krikun 13, Cedzyński 12, Kapelus 7, Macionczyk 6, Żuk, Marek (l.) oraz Makowski 15, Frąc 4.
Gwardia: Gibek 20, Makinen 12, Olczyk 9, Szymeczko 5, Gromadowski 5, Nowosielski 4, Mihułka (l.) oraz Wnuk 8, Lubaczewski 4, Maćkowiak 3, Sternik, Paszkowski.

podziel się wpisem

zobacz również

One Response

Comments are closed.

Zapisz się do newslettera!