AKTUALNOŚCI

Stal draśnięta, ale niepokonana

Za nami niezwykle emocjonujące spotkanie. Było w nim wszystko: długie wymiany, efektowne ataki, desperackie obrony, debiuty, kłótnie, kontuzje. Zabrakło tylko jednego: wygranej. Przegraliśmy ze Stalą Nysa 1:3 (25:21, 23:25, 15:25, 22:25).

Przed meczem pisaliśmy, że Stal jest faworytem i wywiezienie punktów z Nysy byłoby niespodzianką, ale podkreślaliśmy też, że naszą drużynę stać na zaskoczenie rywali. I było blisko…

Zapach PlusLigi

Pewnie mało kto pamięta, że to właśnie nasza drużyna w 2005 roku zepchnęła Stal z siatkarskiej ekstraklasy, do której od tamtego czasu próbują wrócić. Jako drugi zespół 1. ligi graliśmy do trzech zwycięstw z przedostatnią drużyną Polskiej Ligi Siatkówki. Wygraliśmy 3:1 i awansowaliśmy do późniejszej PlusLigi, a Stal od tamtego czasu nieprzerwanie gra na pierwszoligowym poziomie.

W naszej rywalizacji ze Stalą Nysa smaczków i niesnasek nie brakuje. Teraz nysianie są na autostradzie do PlusLigi, a my znów próbowaliśmy im przeszkodzić. Wczorajszy mecz w wielu akcjach przypominał poziomem właśnie PlusLigę.

Od początku zaskoczyliśmy Stal. Szybko wyszliśmy na kilkupunktowe prowadzenie (z remisu 4:4 na 9:5 dla KFC Gwardii), a naszym rywalom brakowało siły w ataku, by nas przełamać. Z powodu kontuzji w Stali nie zagrał atakujący Bartosz Krzysiek (czołowy zawodnik całej ligi) i dało się odczuć brak bombardiera gospodarzy.

My natomiast robiliśmy swoje. Po kilku minutach prowadziliśmy 16:11 i wydawało się, że pierwszy set jest nasz. Powiększyliśmy przewagę nawet do 6 punktów, ale pozwoliliśmy rywalom wrócić do meczu (19:18) i zrobiło się nerwowo. Znów jednak dała o sobie znać nasza kapitalna ofensywa. Doprowadziliśmy do wyniku 24:21 dla nas i mieliśmy kilka piłek na zakończenie seta. Skończyliśmy już pierwszą, gdy Jędrzej Maćkowiak wszedł w zmianie zadaniowej na zagrywkę i posłał asa serwisowego. Pierwszego seta wygraliśmy 25:21.

Drugą część spotkania zaczęliśmy od prowadzenia 4:2. Gospodarze szybko nas dogonili, a po chwili wyszli na prowadzenie 11:9. Ta partia była jednak niezwykle wyrównana, a prowadzenie przechodziło z rąk jednej drużyny do drugiej. Po kilku świetnych akcjach naszej drużyny mieliśmy dwa punkty przewagi (20:18). W końcówce prowadziliśmy jeszcze 23:22, ale trzy kolejne akcje padły łupem naszych przeciwników. Przegraliśmy drugiego seta 23:25. W końcówce szansę debiutu dostał też Fin Peetu Mäkinen, nowo zakontraktowany przyjmujący KFC Gwardii Wrocław.

Kontuzja i po meczu

Trzecia partia rozpoczęła się od remisu 2:2. Wtedy to miało miejsce zdarzenie, które w dużej mierze wpłynęło na końcowy wynik rywalizacji. Bowiem kontuzji stawu skokowego doznał Łukasz Lubaczewski, lider naszej drużyny. Zastąpić musiał go Peetu, który jeszcze nie jest zgrany z drużyną. Choć miał on powoli wchodzić do drużyny, został rzucony na głęboką wodę.

Fin rozkręcał się z minuty na minutę, ale reszta drużyny nie była w stanie przeciwstawić się rozpędzonym przeciwnikom. Bardzo szybko miejscowi wyszli na prowadzenie 9:2 i tej przewagi już nie oddali do końca partii. Stal miała setową do 14, ostatecznie trzeciego seta przegraliśmy 15:25.

Przebudzenie naszej ekipy nastąpiło w czwartej odsłonie meczu. Znów spotkanie było bardzo wyrównane. W drugiej połowie seta zdołaliśmy wyjść na prowadzenie. Najpierw 17:15, a po chwili 20:17. Wydawało się, że wszystko rozstrzygnie się w tie-breaku. Wtedy jednak pojawiły się demony z poprzednich spotkań: zbyt długie przestoje. Kolejne 5 punktów padło łupem naszych rywali. Choć jeszcze szarpnęliśmy w końcówce i zdobyliśmy dwa punkty, miejscowi prowadzili 24:22. Wykorzystali już pierwszą piłkę meczową. Przegraliśmy czwartego seta 22:25, a cały mecz 1:3.

Nie ma mowy o kompleksie

Tym samym przegraliśmy piąty mecz z rzędu z nysianami. Nie mamy jednak kompleksu Stali. Znów się postawiliśmy faworyzowanym gospodarzom i przebieg meczu pokazuje, że naprawdę niewiele brakowało. Podkreślali to też zawodnicy obu drużyn, że mecz był niezwykle wyrównany i mogło się to rozstrzygnąć na korzyść jednej, bądź drugiej drużyny.

Kto wie, jakby ten mecz wyglądał, gdyby “Jezus” nie skręcił kostki, albo jakbyśmy nie zaliczyli tego przestoju w ostatnim secie. Jechaliśmy do Nysy, by sprawić niespodziankę. Nie udało się, ale pokazaliśmy kawał dobrej siatkówki. Nie mamy powodów do wstydu. Chętnie też zmierzymy się kolejny raz ze Stalą Nysa w play-offach i przełamiemy naszą złą passę. Stal może być już pewna pierwszego miejsca po fazie zasadniczej, ale play-offy to zupełnie inna historia i tam zdarzyć się może wszystko (Stal o tym doskonale wie).

Tymczasem już pracujemy nad rozpracowaniem APP Krispol Wrześni, z którą zmierzymy się już za tydzień. Początek meczu w Hali Orbita w niedzielę (09.02) o 18:00. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą obejrzeć dobrą siatkówkę w męskim wydaniu.

Stal Nysa – KFC Gwardia Wrocław 3:1 (21:25, 25:23, 25:15, 25:22)
MVP: Łukasz Kaczorowski
Stal: Kaczorowski 16, Bućko 14, Szczurek 11, Długosz 10, M’Baye 8, Zajder 8, Czunkiewicz (l.) oraz Łapszyński 3, Mucha.
Gwardia: Gibek 12, Szymeczko 9, Olczyk 8, Gromadowski 6, Lubaczewski 5, Nowosielski 1, Mihułka (l.) oraz Mäkinen 6, Maćkowiak 1, Paszkowski, Wnuk.

podziel się wpisem

zobacz również

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się do newslettera!