AKTUALNOŚCI

KFC Gwardia Wrocław pokonała SMS PZPS I Spałę 3:1

W nowy rok na 4. miejscu!

Udało się! Wygraliśmy ostatnie mecz w roku. KFC Gwardia Wrocław pokonała u siebie SMS PZPS I Spałę 3:1 (29:27, 25:18, 20:25, 25:19). Tym samym święta spędzamy na czwartym miejscu w tabeli!

Wynik nieco zakłamuje obraz spotkania. To zdecydowanie nie był łatwy mecz, a niewiele brakowało, by powtórzył się scenariusz sprzed tygodnia. Na całe szczęście zachowaliśmy zimną krew i wygraliśmy za 3 punkty.

Falowanie i spadanie

Świetnie weszliśmy w debiutanckiego seta, prowadząc 3:0. Goście jednak się otrząsnęli i już po chwili to oni prowadzili 4:3. Było wiadomo, że młodzież ze SMS-u łatwo nie odpuści. Wynik oscylował wokół remisu aż do stanu 12:12. Wtedy zaczęliśmy budować sobie przewagę. Po kilku minutach prowadziliśmy już 22:18. 

zdjęcie – Adam Konarski

Wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą, więc trener Krzysztof Janczak wpuścił rezerwowych. Szybko okazało się, że goście znaleźli na nas sposób i zaczęli odrabiać straty. Po chwili było jeszcze 23:22 dla KFC Gwardii Wrocław, ale świetna gra spalskiej młodzieży sprawiła, że to oni mieli pierwszą piłkę setową (23:24). Na całe szczęście udało nam się ją obronić, a zaczęła się gra na przewagi. Raz my mieliśmy setową, raz goście. Ostatecznie to my wygraliśmy pierwszego seta 29:27. Trzeba jednak przyznać, że dostarczyliśmy solidną dawkę emocji kibicom zgromadzonym w Hali Orbita.

Druga część spotkania od początku była wymagająca. Goście nie pozwolili nam odskoczyć, a sami grali coraz lepiej. W pewnym momencie było już 10:7 dla SMS-u PZPS I, ale my zdołaliśmy szybko zniwelować tę stratę (11:11). Trener Janczak nie bał się zmian w tym meczu i raz za razem szafował ustawieniem. Raz grał Mateusz Paszkowski na przyjęciu, innym razem Krzysztof Gibek. Środkowi też co chwilę się zmieniali, na rozegraniu swoje minuty dostał Łukasz Sternik, który wnosił dużo jakości. Gra szła punkt za punkt. Goście ani myśleli nam odpuszczać. Udało nam się zbudować przewagę dopiero w końcówce (20:17). O czas poprosił trener rywali Marek Skrobot. Na niewiele się to jednak zdało, bo to wciąż KFC Gwardia Wrocław rządziła i dzieliła na parkiecie. Szybko powiększyliśmy przewagę do pięciu punktów, głównie za sprawą naszego bloku. Ostatecznie wygraliśmy drugiego seta 25:18.

zdjęcie – Adam Konarski

Początek trzeciej partii był bardzo podobny do poprzedniej. Znów graliśmy punkt za punkt. Nie minęło jednak dużo minut, a zbudowaliśmy sobie solidną, czteropunktową przewagę (9:5). O czas poprosił Marek Skrobot. Przyniosło to pożądane efekty, bo goście zaczęli odrabiać i doprowadzili do remisu, a następnie do prowadzenia 14:13. Chwilę później zrobiło się jeszcze niebezpieczniej, bo SMS prowadził już 19:14. Co prawda zdołaliśmy zmniejszyć stratę do dwóch punktów (18:20), ale znów zespół ze Spały zanotował kilkupunktową serię i wygrał trzeciego seta 25:20.

W głowach niektórych kibiców zaczęły się budzić demony sprzed tygodnia. Czy znów wygrane pierwsze dwa sety, a później zapaść i przegrana po tie-breaku? Nie tym razem. Początek partii był jednak trudny. Goście dawali nam się we znaki, a my popełnialiśmy za dużo błędów własnych. Choć prowadziliśmy 8:6, SMS znów odrobił i przyjezdni wygrywali 14:12. Przegrywaliśmy nawet 18:19, ale wtedy wydarzyło się coś niesamowitego. Zdobyliśmy kolejne 7 punktów i wygraliśmy czwartego seta 25:19.

zdjęcie – Adam Konarski

Nic dwa razy się nie zdarza

Po meczu Krzysztof Janczak, szkoleniowiec KFC Gwardii Wrocław, spytany o demony sprzed tygodnia, odpowiedział: – nie było takich myśli. Powiedziałem chłopakom w szatni, że dzisiaj nie interesuje mnie, jak ten mecz będzie wyglądał, ale muszą być trzy punkty. Ten czwarty set miał taki dziwny przebieg, ale skończyło się dobrze dla nas. Tyle. Jedziemy na święta. Myślę, że chłopaki są zmęczeni tym sezonem, bo cały czas na pełnych obrotach. Muszą chwilkę odpocząć. Mamy kilka dni wolnego i za chwilę wracamy.

Mamy trzy punkty, ale jest taki ścisk, że nie można sobie pozwolić na potknięcie. My nie oglądamy się na tabelę. Fajnie jest wejść w nowy rok na czwartym miejscu, natomiast my patrzymy na każdy następny mecz. Dzisiaj zagraliśmy słabo. Na słabym procencie w ataku, na słabym w przyjęciu. Tak naprawdę, gdyby młodzież ze Spały popełniła mniej błędów, ten mecz mógłby się zupełnie inaczej zakończyć. Cieszymy się z tych trzech punktów i tyle – dodał szkoleniowiec.

zdjęcie – Adam Konarski

Na koniec spytaliśmy trenera, czego można mu życzyć na święta i nadchodzący nowy rok: – Czego można nam życzyć? Przede wszystkim zdrowia, bo to jest najważniejsze. Niech te kilka dni upłynie w rodzinnej atmosferze. Ja wyłączam telefon i mnie nie ma, bo naprawdę trzeba chwilę odpocząć. Ja spędzę te święta rodzinnie i to jest najpiękniejsze, co mogę mieć. Na nowy rok życzę sobie i zawodnikom zdrowia, bo jak jest zdrowie, to i im i mi chce się pracować, co później widać na parkiecie – dodał trener Janczak.

To nie był łatwy mecz. Tym bardziej cieszymy się, że udało się wygrać. Teraz czas na chwilę odpoczynku, czasu w gronie rodziny i najbliższych. Ten błogostan nie potrwa jednak długo, bo już 4 stycznia gramy kolejny mecz w Krakowie z AZS-em AGH.

KFC Gwardia Wrocław – SMS PZPS I Spała 3:1 (29:27, 25:18, 20:25, 25:19)

MVP: Arkadiusz OlczykGwardia: Olczyk 14, Lubaczewski 13, Gromadowski 12, Szymeczko 5, Paszkowski 3, Nowosielski 1, Mihułka (l.) oraz Gibek 10, Wnuk 4, Maćkowiak 2, Kołtowski (l.) 1, Sternik.
SMS: Klat 14, Kupka 13, Czerwiński 13, Markiewicz 8, Kramczyński 7, Durski, Dereń (l.) oraz Dulski 6, Szymendera, Borkowski.

podziel się wpisem

zobacz również

Zapisz się do newslettera!